środa, 11 grudnia 2013

gdy choruje dziecko

     Brzydka pogoda za oknem, pełno wirusów w powietrzu i na każdym kroku spotykana osoba kichająca i kaszląca. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Kilka dni gorączki którą udało się zbić i jeden dzień który nie zapowiadał, że coś wisi w powietrzu. Córka zaczęła kichać, odwiedził Nas lejący się katar a po chwili zmienił się głos. Kolejnego dnia z głosem było jeszcze gorzej a w dodatku mama też zaczęła cierpieć z powodu bólu gardła. Wizyta u lekarza i diagnoza: zapalenie gardła u dziecka i początki tego samego u mamy. Wór leków i antybiotyk na 8 dni. Wiadomo również co w takich przypadkach następuje. Zakaz wychodzenia z domu. Trzeba było zorganizować jakoś te dni. Pierwsze dwa były spokojne, dziecię po lekach spało prawie cały czas. W kolejnych nastąpiła poprawa i nadeszło znudzenie siedzeniem w łóżeczku. Na szczęście Mikołaj się postarał i przyniósł prezenty a między nimi  malutkie pudełeczko.








Jest to zestaw 8 stempelków i gąbeczki z tuszem. Do wyboru był kolor niebieski tuszu oraz różowy. W każdym z tych 2 zestawów są inne postacie stempelków. Chciałyśmy różowy jednak wzorki jakie tam były zupełnie nie przypadły nam do gustu i pozostał kolor niebieski.

Kotek, kurka i piesek a także myszka, krówka i zajączek są super jak dla małego dziecka. Jednak jeden stempelek podłużny z dwoma motylkami/pszczółkami ma pomiędzy nimi coś co nie ukrywając dla Mnie przypomina kupy a chyba miało być ulami.
Dziecko wylądowało w łóżku rodziców opatulone kołdrą z zeszytem na kolanach przygotowane do odkrycia co jest w tym malutkim pudełeczku.
Otwieramy ii..niestety na poduszeczce nie ma ani trochę tuszu ( pytanie czy wysechł czy po prostu trzeba samemu się zatroszczyć o to). Pomysłowa matka przypomniała sobie iż w komodzie leżą naboje do pióra. Nie myśląc dużo wylałam zawartość jednego na niebieską poduszeczkę.



Dziecko niecierpliwie wierciło się na swoim miejscu i co chwilę wyrywało mi stempelki.
Pierwsze próby jednak nie przyniosły oczekiwanego rezultatu.

Zające nie miały ani oczu ani noska, kurka też była pozbawiona oczek, rysunki wychodziły niekompletne lub rozmazane.
Za lekko przyciskany stempelek sprawiał że obrazek był niekompletny a zbyt mocno przyciskany rozmazywał fragmenty. Trzeba było dużo cierpliwości i precyzji by wykonać idealny obrazek. Moja córa nie dała rady zrobić ani jednego obrazka przyciskała szybko i nierówno, wkładając palce do pudełecZKA Z TUSZEM. Po pewnym czasie stempelki były całe w tuszu tak samo jak nasze palce ( na szczęście chusteczki nawilżane sobie poradziły)a także bluzka i buzia córki. Plusem jest iż da się je rozłożyć i dokładnie umyć. 


Ogólnie stempelki są fajną sprawą by zająć pociechę na jakiś czas. To było Nasze pierwsze spotkanie z nimi i może temu poszło Nam niezbyt profesjonalnie lub po prostu leżały one zbyt długo w sklepie i tusz który by się sprawdził zdążył wyschnąć. Już kiedyś kupiłyśmy z tej serii autka która jadąc miały robić szlaczek jednak zostały Nam same autka.
Jednak Mikołaj się sprawdził mimo wszystko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz