poniedziałek, 17 lutego 2014

Kraina kinder niespodzianki-rozczarowanie czy wielki entuzjazm






Kiedy zobaczyłam reklamę zapowiadającą to wydarzenie postanowiłam przyjrzeć mu się bliżej. Na stronie kinder niespodzianki było w piękny i cudownie bajkowy sposób opisane co czeka dziecko po przekroczeniu progu tej słodkiej krainy. Przejrzałam odwiedzane miasta i byłam w szoku,jedna z tych imprez odbędzie się blisko nasNarada z mężem i już rezerwowałam wejściówkę tylko hmm piątek odpada bo mąż do późna w pracy, sobota jakoś nie była brana pod uwagę zostawała niedziela. Postanowiliśmy pojechać po obiedzie. W niedzielę było tylko do 18 a ja zarezerwowałam na 16, stwierdziliśmy, że i tak córka jest jeszcze za mała aby się tam tak naprawdę dobrze bawić to raz a dwa baliśmy się że będą tłumy ludzi. Czytałam opisy ludzi którzy byli już w innych miastach na tym i przerażało mnie stanie do szatni godzinę i w innych kolejkach po pół godziny, a nawet nie wiedziałam jak moje zwariowane dziecko zareaguje, czy się wystraszy czy wręcz przeciwnie rozszaleje się i będę ją ganiać po całej saliDwie godziny były takim pośrednim czasem aby zwiedzić i pokazać córce trochę świata z jej ukochanych jajek. Mijały dni a ja zastanawiałam się czy nie za mało czasu będziemy mieć na te opisane pięć krain. Nadeszła upragniona niedziela a z nią wielkie rozczarownie. Na miejscu nie było żadnych kolejek. Przed wejściem na salę ówną trafiliśmy na kolo fortuny  gdzie można było dostać model do złożenia za trafienie w trzech próbach zielonego bączka. Między niewielkimi grupkami ludzi spotkać można było panie które przemykały cichutko dając dziecku jakąś książeczkę i zanim zdążyliśmy zareagować, że córka zdziwiona trzyma coś w ręku pani już nie było. W taki sposób dostaliśmy jedną książeczkę, później kilka sztuk jednej kolorowanki i jednego balona którego otrzymaliśmy prawie w chwili wychodzenia. Duża kolejka była do budki robiącej zdjęcia więc sobie darowaliśmy, do szatni było pusto i tak samo przy wejściu na ówną salę nie było kolejek. Może było to spowodowane ostatnim dniem i dwiema godzinami do zakończenia ale dla nas był to duży plus. Po wejściu pierwsze co rzuciło się  w oczy to oświetlenie. Światła we wszystkich kolorach tęczy miały chyba dać efekt trójwymiarowy u mnie wywołały tylko potężny ból głowy. Tłumy dzieci biegające wszędzie same, wózki z niemowlakami i rodzice chodzący swoimi ścieżkami szczęśliwi, że mają chwilę czasu wolnego. Ciężko było się doczekać aby pokazać córce gry na wyświetlaczach bo jak jedno albo dwójka dzieci siadło do tego to był już koniec.Raz nam się udało ale kostka do siedzenia była niska i córka ledwo sięgała i było jej nie wygodnie. Kiedy wstała jej miejsce od razu zostało zajęte przez dwie dziewczynki. Poszliśmy dalej. Kredki xx,l tak fajne pomogłam podnieść jedną i klops nie rysowała ale trochę pomęczyłyśmy się i jakieś słabe kreski się pojawiły. Konkursy dla dzieci kategoria dla najmłodszych wiek 3-4 lata odpada. Córka pomalowała obrazek wodą to jej się spodobało ale na stoliku była tylko jedna nie zamoczona malowanka którą można było zrobić. Zdążyła za to zostać przewrócona przez dorosłego i prawie zepchnięta z podestu gdzie stał dmuchany kinderino przez jakąś trochę większą dziewczynkę.Puzzle z dużych kostek układałam sama bo były trochę za duże i ciężkie dla młodej. Decyzja została podjęta..  zbieramy się do wyjścia. Obejrzałyśmy wszystko co było i po godzinie od wejścia opuszczałyśmy mury. Córka padła spać zaraz po wejściu do domu. Mnie bolała głowa a w dodatku ręce i nogi bolały tak jakbym miała zakwasy. Dziecko pytane czy było fajnie odpowiada że tak. Coś innego niż codzienne dni, trochę urozmaicenia.Ja jednak jako rodzic byłam szczerze zawiedziona, nie tego się spodziewałam czytając te kolorowe reklamy z tymi opisami co to tam nie będzie. Nie chodzi tu o szczegół wieku tylko o samą organizację. Brak osób przy konkretnych stanowiskach, do pilnowania czy czegoś nie brakuje, niezbyt dało się zauważyć te wspominane pięć krain. Trochę dziwnie się czułam patrząc na niektórych rodziców obładowanych tymi książkami jakby byli z hurtowni a niektórzy musieli się prosić dziewczyn o głupi balonik i czasami jakaś łaskawie szła po kilka sztuk. Dużych kredek było pięć autek dwa i cztery konie. Najważniejsze że dziecku się podobało bo o to chodziło w tym wszystkim. Jednak po raz kolejny przekonałam się że reklamy czarodziejskim narzędziem który potrafi zasłonić oczy, jednak plusiki się należą:

Impreza była organizowana po raz pierwszy więc mogę trochę przymknąć oko a akurat mnie boli to będzie łatwiej. 
Większa wprawa i chęci osób dbających o szczegóły  i kolejnym razem będzie już super
Pomysł ogólnie jest fajny, bezpłatne oderwanie od codzienności dla dzieci ale również rodziców.
Można miło spędzić czas bez ponoszenia kosztów

Mimo wszystko kolejnym razem jeśli by była taka impreza za rok zabrałabym córkę znów.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz