środa, 9 kwietnia 2014

Alergia, wizyta u lekarza i powalająca diagnoza.

                 

          Skóra córki kilka tygodni po urodzeniu pokryła się drobną kaszką. W końcu cała zrobiła się chropowata. Wizyta u lekarza przyniosła nam instrukcje jak robić krochmal do kąpieli i całą listę specjalnych produktów do mycia, których cena szokowała. Zaczęliśmy więc gotować krochmal dzięki niemu stan skóry raz się poprawiał jednak po czasie znów się pogarszał. Kolejna wizyta u lekarza i decyzja o przejściu na mleko modyfikowane, specjalistyczne wydawane na receptę, ponieważ nawet zaostrzenie diety u Mnie nie przyniosło rezultatów. I tak przeszliśmy na mieszankę. Wszystko było w miarę dobrze do momentu  aż NFZ wprowadziło konieczność posiadania zaświadczeń od specjalistów, potwierdzających konieczność przyjmowania danego preparatu. W ten sposób trafiłyśmy do alergologa. Nie spodziewałam się takiego rozwoju sprawy. Starszy pan na początku wypytał co i jak, później zlecił badanie krwi a że córka miała dopiero skończone 6 miesięcy to tylko IgE specyficzne na mleko krowie oraz żółtko i białko jaja kurzego. Pobranie krwi, dla mnie jako matki było koszmarem. Najpierw córka była na moich kolanach ale to nic nie dało, potem leżała na kozetce, następnie przyszły do pomocy kolejne pielęgniarki i już trzy pobierały krew. Dziecko płakało, pielęgniarka cała pobrudzona krwią ale wreszcie się udało. Kiedy wychodziłyśmy z laboratorium zobaczyłam bladą moją mamę. Mówiła, że córkę strasznie było słychać na całym korytarzu. Wróciłyśmy do domu. Kiedy przyszły wyniki ponownie odwiedziłyśmy lekarza. Stwierdził on, że córka ma lekką alergię na białka jajka kurzego. Pytałam co z tym faktem zrobić i to co usłyszałam mało nie powaliło mnie na ziemię.  "Nie przejmować się, podawać do jedzenia wszystko a jeśli dziecko zareaguje alergią podać wapno. Na mleko modyfikowane jest już za stara więc nie będziemy już wypisywać wniosku". Po tych słowach nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. Miły Pan za to bardzo chętnie wypisał receptę na kapsułki na odporność które miałam otwierać, dzielić na pół i zawartość mieszać z wodą. Wyszłam z gabinetu z myślą, że mam zrobić z córki królika doświadczalnego. Jak dziecko będzie większe zrobię jej na spokojnie testy alergiczne. 

Czasem wizyty lekarskie rozkładały mnie na łopatki.  
W poradni patologii noworodka usłyszałam że córka ma dziurę w głowie i trzeba zrobić badanie usg. Po wszystkim lekarka stwierdziła:" niestety nic tam nie ma". Nie wiem czemu niestety Ja tam się bardzo cieszyłam. Przed każdą wizytą modliłam się aby szybko podjęto decyzję, że nie musimy więcej już przychodzić.  
 Normalnie pokochałam tych wszystkich wyjątkowych lekarzy. 
Kilka takich wystrzałowych wizyt i człowiek dostaje zawału już na samą myśl o kolejnym terminie.

A czy Wy mieliście jakieś przygody z diagnozami lekarzy?

2 komentarze:

  1. To jest Polska o służbie zdrowa nawet się nie wypowiadam bo to jest ciemny kraj i brak słów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, czasem po prostu brak słów na to wszystko.

      Usuń