poniedziałek, 13 czerwca 2016

Przypadki i upadki czyli u Nas normalnie być nie może


Cześć i czołem
  
      Czekam na swoje dziecię aż wróci z tej wycieczki i co chwilę zerkam na telefon czy nie dzwoni żadna opiekunka, że mój przedszkolak się zgubił. Na szczęście na razie jest ok a jeszcze trochę i będą wracać. Ja bardziej przeżywałam ten wyjazd  niż młoda. Ona spokojna a ja aż problemów żołądkowych dostałam. Trzeba się jednak przyzwyczajać, że to już nie jest dzidziuś. Chociaż trzeba jej jeszcze pomagać i to w takich rzeczach czasami, że nie wiem czy śmiać się czy płakać to jednak jest coraz starsza. W końcu w piątek obchodziła 5 urodziny. Zabiera do kąpieli mamine mydła i żele bez pytania a dopiero jak użyje to krzyczy i pyta czy może, ma swoje perfumy i błyszczyk, całą półkę torebek i wieczny problem przed wyjściem którą zabrać. Każde buty sprawdza czy są tupiące, polubiła nosić sukienki. Ogląda się za paniami w szpilkach i mówi, że też chce takie, Zrobiła ostatnio awanturę bo nie chciałam jej pomalować oczu tak jak ja miałam zrobione. A mimo wszystko czasem włoży buty odwrotnie, ubierze coś na lewą stronę bo nie zwraca uwagi i śpi z ukochanym misiem którego uwaga ostatnio sama z własnej woli pożyczyła komuś.

    

Na szczęście nic mu się nie stało.

Przedstawiamy nowego członka rodziny który pojawił się u nas 10 czerwca
Jest to 3 miesięczna suczka Diana

Wychowałam się w domu gdzie zawsze był pies i rybki do tego albo świnka morska albo szczur czasem chomik.
Kiedy nasza Kama po ponad 11 latach rozchorowała się zdechła myślałam, że już nie będzie żadnego innego. Świnka zdechła rok albo dwa temu.
Dom stał się cichy i pusty. Każdemu brakowało w nim psa 
Teraz już jest wesoło





To tyle nowego.

Ze starych rzeczy niestety nic się nie zmieniło.
Z mężem się nadal częściej kłócimy niż żyjemy w zgodzie ale o tym w innym poście jak wreszcie z siebie wszystko wyrzucę
Nada łatwiej mi wrzucić post na fb niż pisać tutaj. 
 Nadal jestem zerem za którego ponoć już nawet się teściowa wstydzi.

Na wszystko przyjdzie chyba pora. Nie wiem kiedy ale muszę pisać chociaż się trochę boję i krępuję ale może takie pisanie coś mi pomoże. Może będzie łatwiej

W sobotę wybraliśmy się na chwilę na festyn rodzinny



a później na urodziny modej








nie byłabym sobą gdybym nie zrobiła jakiejś akcji.

Młoda poszła z dziadkiem i psem na spacer, mąż leżał na wersalce to myślę sobie wskoczę szybko i z szafki na górze wyjmę prezent urodzinowy. Jak pomyślałam tak zrobiłam. n się nie przesunął więc przeszłam przez niego, zdjęłam prezenty, schyliłam się położyłam je na wersalce i postanowiłam zejść. Okrakiem nad mężem a że leżał na skraju to lewa noga mi ujechała i....
spadłam z wersalki, uderzając 4 literami o podłogę i wykładając się na ziemi jak długa. Tamten na wersalce leży i się ze mnie śmieje, ja na podłodze wyłożona i obolała zaczynam śmiać się przez łzy. Nie wiedziałam jak się podnieść ale jakoś powoli mi się to udało.  4 litery całe reszta też tylko kostka i stopa tej nogi co mi ujechała napuchnięte i bolące. Po imprezie kiedy kładłam się spać zastanawiałam się czy dam radę rano wstać i czy nie skończy się gipsem bo stanąć nie umiałam. Na szczęście przeszło. No może jeszcze4 trochę boli ale grunt, że gipsu nie bedzie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz